****
Radość i duma jaka mnie ogarnęła są nie do opisania, zamiast skakać i piszczeć jak reszta polskich kibiców ja siedzę na swoim miejscu i becze. Jagoda już dawno jest w objęciach Piotrka którego tak szczęśliwego nigdy nie widziałam. Podbiega do mnie z małą na rękach, i robimy tak zwanego misia. Niedługo później zostawia mi owocka i pędzi do chłopaków aby przygotować się do zakończenia. Po tej jakże wzruszającej i radosnej uroczystości Polska wynosi kilka statuetek indywidualnych. Chłopcy zabierają swoje lepsze połówki i wszyscy razem jedziemy do hotelu na balangę jak to raczył określić Igła. Z dziewczynami postanowiłyśmy że dzieci damy do jednego pokoju, i na zmianę co kilka minut będziemy do nich zaglądać.
Jeszcze nie poinformowałam Piotrka o tym że nasza rodzina się niedługo powiększy ale właśnie mam zamiar to uczynić, w sumie chciałam to zrobić już kilka razy ale zawsze coś stało na przeszkodzie. Tym razem postanowiłam dociągnąć to do końca zanim zaczną rozdawać alkohol i będzie po rozmowie.
-Piotruś chodź na chwilę.
-Coś się stało ?
-Nieee.. a właściwie to tak musimy porozmawiać.
-Chodź, tu jest za głośno. Siatkarz złapał mnie za rękę i zaprowadził na jakiś taras. Podeszliśmy do samych barierek i staliśmy chwilę bez ruchu wtuleni w siebie, patrząc w gwiazdy.
-Powiesz mi już co się stało ?
-Od razu mówię że ze stażu nie zrezygnuję.
-Od razu mówię że ze stażu nie zrezygnuję.
-Jakiego stażu ?
-Oj no wiesz w Dąbrowej , i informuje Cie ze będę pracować jak najdłużej się da.
-Boże Blanka przerażasz mnie, powiedz co się dzieje?
-Jestem w ciąży.
Chwila zawahania z jego strony jakby dopiero jego mózg przetrawiał to co właśnie powiedziałam i wielka eksplozja radości. Bo wycałowaniu mnie z czterech stron świata oderwał się ode mnie i spojrzał prosto w oczy.
-Dzisiaj, jak wygraliśmy byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i myślałem że już nic tego nie przebije, ale teraz? ja nie wiem jak to określić kocham Cię nad Życie, kocham was nad życie Ciebie, Jagodę i nasze maleństwo. Później było oficjalne oświadczenie tego w gronie siatkarskim, gratulacje i zabawa do rana. Potem był mój wyjazd do Dąbrowy, przez który mój brzuszek nabrał kształtów, całe te 4 miesiące przez telefon i "skajpaja" ustalaliśmy szczegóły dotyczące ślubu, który postanowiliśmy wyprawić zaraz po moim powrocie ze stażu.
I tak 06.06.2013 roku , po całonocnych stresach, i wątpliwościach tak wyglądając w asyście jednego z wujków Piotrka którego bardzo polubiłam wkroczyłam do małego kościółka w Żyrardowie. Bo pełnej łez mszy i wypowiedzeniu magicznego TAK bawiliśmy się w rozstawionych w pięknym ogrodzie BIAŁYCH NAMIOTACH. No i oczywiście pierwszy moment który zapamiętam do końca życia z zdarzył się przez przypadek. Kiedy już gotowi i zwarci razem z Cichym staliśmy na środku parkietu i okrążeniu przez tłum gości czekaliśmy na naszą piosenkę do której mieliśmy zatańczyć nasz pierwszy taniec, jakimś cudem nie wiem jak Igła po mimo moich nakazów aby go tam nie wpuszczać dorwał się do sprzętu z nagłośnieniem, i zamiast klimatycznej piosenki Stay w wykonaniu Rihanny usłyszeliśmy wszyscy równie znaną lecz mało romantyczna piosenkę "Będę brał Cię w Aucie". Dokładnie pamiętam zaskoczenie na twarzach gości kiedy po słowach wodzireja "a teraz pierwszy taniec państwa młodych" usłyszeli taka muzykę. Pamiętam także Poker Face Pita przez którego wybuchłam śmiechem a za mną cała sala, wraz z mężem. I tak o to przez resztę wieczoru mama Piotrka i jego ciotki płakały ze śmiechu. Pamiętam już podrośniętą Blankę która w tym roku ma pójść do 2 klasy podstawówki biegającą w kolorowej sukience i tańczącą z wszystkimi wujkami, i cieszącą się z chwili która trwa.
Później był tak oczekiwany poród, Marysia okazała się konkretną dziewczyną i już po 2 godzinach była na świecie, a no właśnie nie wspomniałam że byłam w ciąży z dziewczynką. Mała była oczkiem w naszych głowach ale nie zapomnieliśmy o naszym małym Owocku. Jagoda pomagała nam w opiece, bawiła się z małą , później karmiła i wcale nie była zazdrosna wręcz przeciwnie pouczała nas że ona już jest "dorosła " i żebyśmy zajęli się Marysią. 6 miesięcy później okazało się ze mała będzie mieć rodzeństwo, w tedy postanowiliśmy kupić dom. Znaleźliśmy działkę na obrzeżach Rzeszowa i już następnego dnia po zakupie jej poszliśmy na wstępną wizytę do architekta. Pamiętam jak dziś wizytę u ginekologa kiedy mieliśmy dowiedzieć się więcej o dziecku, i usłyszeliśmy słowa które lekko nas nie tyle zaniepokoiły ale zapędziły do szybkich zmian ów planów budowy. Oczywiście cieszyliśmy się niezmiernie ale chyba każdy po słowach " Będziecie mieć trojaczki" na chwilę by zgłupiał i zaczął się zastanawiać czy to prawda. Budowa domu zajęła nam tyle co moja ciąża, z każdym miesiącem i ja i dom stawaliśmy się więksi. Po woli zaczęłam nie wytrzymywać tego ciężaru ale kiedy ujrzałam nasze maleństwa cały stres, wyparował a na jego miejsce przyszedł spokój i radość. Piter zrobił zdjęcie naszych TRZECH CHŁOPAKÓW i wysłał rodzinie podpisując od prawej: Alan na środku: Filip i po lewej Fabian. Owocek poszedł do 3 klasy a my śmialiśmy się ze co klasa to kolejny dzidziuś. No chyba pan żartuje panie Nowakowski. Pod koniec roku 2017 kiedy Marysia miała 4 lata , trojaczki 2.5 roku a Jagoda 12 na świat przyszła kolejna pani Nowakowska o imieniu Melania przez nas nazywana Melcią.
****
Wstałam aby bliżej przyjrzeć się poczynaniom moje rodziny która na dniach znów się powiększy. Pan Nowakowski który ciężko pracuje z drużyną aby odzyskać utracony przed rokiem tytuł Mistrza Polski na rzecz JSW, nadal ma siłę aby bawić się ze swoimi pociechami. Mała Melcia śpi grzecznie w kołysce ustawionej pod jednym z drzew, 6 letnia Marysia i 4.5 roczni Filip, Alan i Fabian wraz ze swoim własnym dziecinnym do granic możliwości ojcem bawili się w wojowników a 14 letnia Jagoda i jej bardzo miły chłopak Patryk siedzieli grzeczni na balkonie w jej pokoju i uczyli się jakiś słówek na egzamin. Stanęłam z boku i przyjrzałam się temu sielankowemu obrazkowi, po chwili zostałam zauważona i mężuś przyszedł się przywitać a za nim nasze Aniołki (hahahahhahah) sory ale nie mogłam się powstrzymać. Aniołki taaaaaaaaaaa przez duże "A" , to tylko pozory, wrodzone wściubianie nosa tam gdzie nie trzeba to zasługa taty po mamusi mają urodę :D . Dzieci zaciągnęły tatę z powrotem do zabawy, ten po drodze skradł mi jeszcze jednego całusa i wrócił do nich. Ruszyłam w stronę kuchni w celu spożycia czegoś bardzo kalorycznemu no co w ciąży można( a później przez 6 miesięcy siłownia) ale do półki mogę to korzystam. Zbliżała się godzina kolacji więc pomiędzy przyrządzaniem kanapek i herbaty pożerałam duziego batonika. Jak by ktoś nie wiedział po słodkim mi odbija. Tak więc kiedy stół był już zastawiony a ja zanosiłam ostatnią porcję posiłku dla jednego z moich maluchów poczułam okropny skurcz. Wiedziałam że się zaczęło, szczerze powiedziawszy zamiast panikować spokojnie dokończyłam wykonywaną czynność i zadzwoniłam po Igłę.
-Hej Kochana co jest ?
-Cześć Igiełko zajęci jesteście ?
-Właśnie mieliśmy przygotowywać kolacje.
-Nic nie przygotowujcie, zabieraj Iwonę i dzieciaki i przyjeżdżajcie zaczęło się.
-Ale co się zaczęło.... aaaaaaaaaaaa o matko Iwonka Iwonka Blanka rodzi.
-Bądźcie jak najszybciej.
-6 minut i jesteśmy.
-Dziękuje.
Rozłączyłam się z libero, i wyszłam pomału do ogrodu.
-Kochani chodźcie do domu , Piotrek zaczęłam rodzić.
-Mamo jeszcze chwilę.
-Blanka zaraz przyjdziemy.
Zaśmiałam się cicho z wypowiedzi Piotrka, czyżby nie usłyszał słowa klucza "rodzę" to chyba jedyne słowo jakie mogłam użyć w takim momencie. No dobra spróbuje inaczej.
-Kolacja. I w tym właśnie momencie że rodzin Nowakowskich to prawdziwe żarłoki i reagują jedynie na słowo "jedzenie" lub wyrazy pokrewne. Kiedy już wygłodniałe stado wbiegło do domu , przejęłam Melke od Piotrka który razem z resztą bandy ruszył na podbój łazienki. Wsadziłam małą do jej krzesełka i sama usiadłam ponieważ skurcze przychodziły coraz częściej. Z kuchni zgarnęłam jeszcze jedzonko dla małej oraz jej ulubioną łyżeczkę krowę o imieniu Piotr,( mój mąż do dzisiaj nie zajarzył dlaczego się tak nazywa, no ale niech żyje w nieświadomości ). Banda zasiadła do stołu i wzięła się za szamanie, nie zauważając cierpiącej matki obok ( ślepotę też po ojcu mają). Kiedy usłyszałam dzwonek , odetchnęłam z ulgą.
-O tej porze kogo to przynosi?
-Zadzwoniłam do Ignaczaków, otwórz.
Pit podszedł do drzwi, i je otworzył, za nich wbiegł zdyszany Igła i Iwonka z dziećmi.
-Gdzie jest Blanka ?
-Tu jestem
-Boze chodź szybko jedziemy, Pit co tu taki spokojny ja wiem ż ety tak masz no ale to w końcu poród.
-Poród jaki poród.
-Kurwa twoja żona rodzi już od jakiś 10 minut.
-Blanka ?
-Mówiłam ci ale ty mnie nie słuchasz. \
I tak o to zaczęła się wszem obecna panika. Tylko ja i Iwona zachowałyśmy spokój, i jakoś po 10 minutach razem z Piotrkiem wyjechaliśmy z pod domu.
Dnia 15.05.2019 przyszedł na świat nasz najmłodszy syn Ali, cała rodzina jak zawsze od razu zakochała sie w małym . Już po 4 dniach wypuścili nas do domu, cała moja gromada za którą się tak stęskniłam zamiast do mamusi pobiegli zobaczyć braciszka, jedynie mała Melka wyciągała do mnie rączki na znak abym ją wzięła. Nie długo cieszyłam się ze ktoś o mnie pamięta bo kiedy mała ujrzała Alego zaczął się pisk szczęścia. Miesiąc później obyły się chrzciny na których przysięgłam sobie że na Alim się zakończy, na co usłyszałam śmiech szanownego pana Nowakowskiego , zobaczymy mruknęłam jedynie i wolałam się ulotnić aby nikomu przypadkiem nie wybić kilku zębów. Ej ale że co ja mam mu tylko dzieci rodzić, a kto później na kilka miesięcy z nimi zostaje co ? Byłam nieźle wkurzona, nie pierwszy raz od kąt Pit wymyślił że chce drużynę piłkarską niech się w dupę pocałuje ooooo. Po opanowaniu emocji wróciłam do sali i zabrał Alego z rąk ciotek aby go nakarmić i uspać. Kiedy siedziałam w pokoiku i lulałam małego, i Mele jednocześnie która także zrobiła się senna, przyszedł mój mąż, stanął za mną i przytulił się do moich pleców mówiąc ciche przepraszam. Odwróciłam się do niego także szepcząc powiedziałam "wybaczam" i mocno go pocałowałam. Ten jakże romaniko moment został przerwany przez płacz dziecka, Uśmiechnęłam się szeroko słysząc ciche przekleństwo Pita.
-Chciałeś to masz.
-Przecież wiesz że żartowałem, kocham was wszystkich nad życie.
-My ciebie też Kotku.
Pocałowałam go jeszcze raz, i wzięłam Alego na ręce a Piotrek zajął się Melką.
Cały miesiąc był wspaniały jedynie Piotrek się dziwnie zachowywał i miał mniej czasu niż zwykle, ale zwalał wszystko na siatkówkę i ciężkie treningi. 6 dnia czerwca w dzień naszej rocznicy kiedy się obudziłam jego nie było już w łóżku. Pamiętam ze w nocy to on wstawał do małego, i kazał mi spać jak najdłużej, a zę nie słyszałam żadnego płaczu więc spałam sobie smacznie. Ej ej wróć własnie nie słyszałam żadnego płaczu do dość dziwne z rana zwłaszcza w naszym domu. Zerwałam się szybko z łóżka, na zegarku widniała godzina 10:30, przywdziałam dresowe spodnie i wyszłam z pokoju. Na korytarzy ujrzałam porozsypywane płatki róż, więc poszłam tą ścieżką. Trafiłam do jadalni gdzie na stole widniało koszyk pełen róż, podeszłam bliżej i wyciągnęłam z niego liścik.
"Kochanie, dzisiejszy dzień jest twój, w salonie w pierwszej szafce znajdziesz wszystko co ci na dzisiaj potrzeba , masz czas do 19:00 w tedy musisz być w domu bo inaczej niespodzianka się nie uda a ja będę zły, a zły ja to wiesz, lepiej nie próbować ...
Zaśmiałam się głośno, ponieważ wiem jaki Piotrek potrafi być wkurzający kiedy jest zły, żeby on przynajmniej wybuch, albo po wyklinał kogoś, albo się wydarł ale niee on jest najspokojniejszy na świecie jest tak miły ze aż wkurzający, tak pomocny ze aż irytujący po prostu nie do życia.
O dzieci się nie martw są pod dobrą opieką, Kocham Cię i do zobaczenia wieczorem.
P.S Nie próbuj bawić się w detektywa nikt i tak nic nie powie.
Twój Piotrek"
Od razu popędziłam do salonu, z pierwszej szuflady wyciągnęłam kopertę z moim imieniem, w środku znajdowały się kupony do makijażystki, fryzjerki, manikiurzystki, do jakiegoś spa na masaż, i karta kredytowa mojego męża( będzie tego żałował ) . Zjadłam szybkie śniadanie i TAK ubrana wyruszyłam na miasto. Pierwszy był masaż aby się trochę odprężyć i przygotować na shopping. Później udałam się do manikiurzystki, moje paznokcie wyglądają TAK. Następnie popędziłam do fryzjerki i do makijażystki. Było grubo po 17 więc została mi jedynie godzina na zakupy, w szybkim tempie zwiedziłam całe centrum handlowe wynosząc z 20 toreb. Zamówiłam taxi i ruszyłam do domu, tam byłam tuż przed 19 więc zaraz za mną z taksówki wysiadła moja najlepsza przyjaciółka Marta i Jagoda. Weszłyśmy do domu po czym dziewczyny zaczęły mnie popędzać ze mamy mało czasu. Próbowałam z nich wyciągnąć co i jak ale nie dały się , zasłoniły mi delikatnie aby nie zepsuć makijażu oczy czarną przepaską i zaczęły mnie przebierać. Czułam ze mam na sobie piękną długą sukienkę i jak się okazało wyglądam w niej pięknie lecz przez najbliższe 20 minut się w niej nie zobaczę. No super. ..Po chwili dziewczyny wyprowadziły mnie z domu i wsadziły do auta, po kilku minutach drogi które dłużyły się niemiłosiernie dojechaliśmy do celu. Dziewczyny pomogły mi wysiąść z samochodu i kazały czekać na Piotrka, po kilku sekundach poczułam czyjeś ręce na biodrach.
-Cześć Kochanie . Powiedział Piotrek i namiętnie mnie pocałował
-Wyglądasz ślicznie
-Wiesz jeszcze się nie widziałam bo dziewczyny nie pozwoliły.
-Poczekaj jeszcze chwilkę.
-A tak wgl co się dzieje ?
-Nasza 6 rocznica ślubu.
-Tak wiem pamiętam, ale co ty wykombinowałeś ?
-Chodź to sama się przekonasz.
Siatkarz uważnie poprowadził mnie w bliżej nie znanym mi kierunku. Po chwili zatrzymał się i stanął za mną odwiązując przepaskę. Kiedy to uczynił przez kilak sekund nie otwierałam oczu bo zwyczajnie się bałam jednak kiedy już to uczyniłam, łza szczęścia popłynęła mi po policzku. Miałam na sobie białą suknię ślubną a przede mną stał kapłan i cała nasza rodzina. Okazało się że Piotrek jednak czasami mnie słuchał i usłyszał moje ględzenie na temat odświeżenia przysięgi małżeńskiej, jednak nie spodziewałam się takiej niespodzianki. Po ceremonii przyszedł czas na zabawę , przyznam szczerze nie uwierzyła bym gdybym nie zobaczyła że to mój własny osobisty mąż to przygotował. Kilka minut po 22:00 Piotrek kazał wszystkim wyjść na ogromny balkon, my razem z dziećmi stanęliśmy przy barierkach i czekaliśmy na niespodziankę. 10 minutowy pokaz SZTUCZNYCH OGNI dzieci oglądały z wielkim podziwem i nie schodzącym z twarzy uśmiechem, na szczęście nie odbywało się to zbyt blisko i huk nie przeszkadzał abym mogła trzymać Alego na rękach. I no i co powinnam skończyć "I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE "? Miejmy nadzieje że tak, mam zamiar cieszyć się każdą chwilą spędzoną z moją rodziną, a powiększyła się ona teraz do bardzo dużych rozmiarów więc będzie co przezywać.
.......................
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy już iść.
Tak wiem sporo czasu zajęło mi napisanie tego Epilogu, ale międzyczasie byłam na meczu w Katowicach i na wakacjach. Szkoda ze Polacy już odpadli ale "DUMNI PO ZWYCIĘSTWIE, WIERNI PO PORAŻCE". W Katowicach było Z-A-J-E-B-I-Ś-C-I-E , wgl to było jakieś szaleństwo. Każdy set, każdą przerwę, każdy punk był zapełniony przez głośny doping kibiców, nigdy nie czułam czegoś takiego ale byłam dumna i to tak cholernie że łezka się w oku kręci. Hymn nie mam słów-coś wspaniałego, Pieśń O małym Rycerzu-zaśpiewana rewelacyjnie fala Harlem Shake- bajeczka , Pan Magiera- Rozrywkowy :P Kibice- Pozytywnie Zakręceni no i Siatkarze- z wielkimi sercami. 3 razy na Tak. Dziękuje wszystkim którzy czytali moje wypociny, trochę was było, i jestem z tego dumna. Jeżeli chcecie możecie napisać jakiś komentarz, nie musi być miły po prostu chcę wiedzieć kto tu zaglądał :D Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego Bloga który zacznie się już w Czwartek. Kiss. Xoxo
Jull
Później był tak oczekiwany poród, Marysia okazała się konkretną dziewczyną i już po 2 godzinach była na świecie, a no właśnie nie wspomniałam że byłam w ciąży z dziewczynką. Mała była oczkiem w naszych głowach ale nie zapomnieliśmy o naszym małym Owocku. Jagoda pomagała nam w opiece, bawiła się z małą , później karmiła i wcale nie była zazdrosna wręcz przeciwnie pouczała nas że ona już jest "dorosła " i żebyśmy zajęli się Marysią. 6 miesięcy później okazało się ze mała będzie mieć rodzeństwo, w tedy postanowiliśmy kupić dom. Znaleźliśmy działkę na obrzeżach Rzeszowa i już następnego dnia po zakupie jej poszliśmy na wstępną wizytę do architekta. Pamiętam jak dziś wizytę u ginekologa kiedy mieliśmy dowiedzieć się więcej o dziecku, i usłyszeliśmy słowa które lekko nas nie tyle zaniepokoiły ale zapędziły do szybkich zmian ów planów budowy. Oczywiście cieszyliśmy się niezmiernie ale chyba każdy po słowach " Będziecie mieć trojaczki" na chwilę by zgłupiał i zaczął się zastanawiać czy to prawda. Budowa domu zajęła nam tyle co moja ciąża, z każdym miesiącem i ja i dom stawaliśmy się więksi. Po woli zaczęłam nie wytrzymywać tego ciężaru ale kiedy ujrzałam nasze maleństwa cały stres, wyparował a na jego miejsce przyszedł spokój i radość. Piter zrobił zdjęcie naszych TRZECH CHŁOPAKÓW i wysłał rodzinie podpisując od prawej: Alan na środku: Filip i po lewej Fabian. Owocek poszedł do 3 klasy a my śmialiśmy się ze co klasa to kolejny dzidziuś. No chyba pan żartuje panie Nowakowski. Pod koniec roku 2017 kiedy Marysia miała 4 lata , trojaczki 2.5 roku a Jagoda 12 na świat przyszła kolejna pani Nowakowska o imieniu Melania przez nas nazywana Melcią.
****
Wstałam aby bliżej przyjrzeć się poczynaniom moje rodziny która na dniach znów się powiększy. Pan Nowakowski który ciężko pracuje z drużyną aby odzyskać utracony przed rokiem tytuł Mistrza Polski na rzecz JSW, nadal ma siłę aby bawić się ze swoimi pociechami. Mała Melcia śpi grzecznie w kołysce ustawionej pod jednym z drzew, 6 letnia Marysia i 4.5 roczni Filip, Alan i Fabian wraz ze swoim własnym dziecinnym do granic możliwości ojcem bawili się w wojowników a 14 letnia Jagoda i jej bardzo miły chłopak Patryk siedzieli grzeczni na balkonie w jej pokoju i uczyli się jakiś słówek na egzamin. Stanęłam z boku i przyjrzałam się temu sielankowemu obrazkowi, po chwili zostałam zauważona i mężuś przyszedł się przywitać a za nim nasze Aniołki (hahahahhahah) sory ale nie mogłam się powstrzymać. Aniołki taaaaaaaaaaa przez duże "A" , to tylko pozory, wrodzone wściubianie nosa tam gdzie nie trzeba to zasługa taty po mamusi mają urodę :D . Dzieci zaciągnęły tatę z powrotem do zabawy, ten po drodze skradł mi jeszcze jednego całusa i wrócił do nich. Ruszyłam w stronę kuchni w celu spożycia czegoś bardzo kalorycznemu no co w ciąży można( a później przez 6 miesięcy siłownia) ale do półki mogę to korzystam. Zbliżała się godzina kolacji więc pomiędzy przyrządzaniem kanapek i herbaty pożerałam duziego batonika. Jak by ktoś nie wiedział po słodkim mi odbija. Tak więc kiedy stół był już zastawiony a ja zanosiłam ostatnią porcję posiłku dla jednego z moich maluchów poczułam okropny skurcz. Wiedziałam że się zaczęło, szczerze powiedziawszy zamiast panikować spokojnie dokończyłam wykonywaną czynność i zadzwoniłam po Igłę.
-Hej Kochana co jest ?
-Cześć Igiełko zajęci jesteście ?
-Właśnie mieliśmy przygotowywać kolacje.
-Nic nie przygotowujcie, zabieraj Iwonę i dzieciaki i przyjeżdżajcie zaczęło się.
-Ale co się zaczęło.... aaaaaaaaaaaa o matko Iwonka Iwonka Blanka rodzi.
-Bądźcie jak najszybciej.
-6 minut i jesteśmy.
-Dziękuje.
Rozłączyłam się z libero, i wyszłam pomału do ogrodu.
-Kochani chodźcie do domu , Piotrek zaczęłam rodzić.
-Mamo jeszcze chwilę.
-Blanka zaraz przyjdziemy.
Zaśmiałam się cicho z wypowiedzi Piotrka, czyżby nie usłyszał słowa klucza "rodzę" to chyba jedyne słowo jakie mogłam użyć w takim momencie. No dobra spróbuje inaczej.
-Kolacja. I w tym właśnie momencie że rodzin Nowakowskich to prawdziwe żarłoki i reagują jedynie na słowo "jedzenie" lub wyrazy pokrewne. Kiedy już wygłodniałe stado wbiegło do domu , przejęłam Melke od Piotrka który razem z resztą bandy ruszył na podbój łazienki. Wsadziłam małą do jej krzesełka i sama usiadłam ponieważ skurcze przychodziły coraz częściej. Z kuchni zgarnęłam jeszcze jedzonko dla małej oraz jej ulubioną łyżeczkę krowę o imieniu Piotr,( mój mąż do dzisiaj nie zajarzył dlaczego się tak nazywa, no ale niech żyje w nieświadomości ). Banda zasiadła do stołu i wzięła się za szamanie, nie zauważając cierpiącej matki obok ( ślepotę też po ojcu mają). Kiedy usłyszałam dzwonek , odetchnęłam z ulgą.
-O tej porze kogo to przynosi?
-Zadzwoniłam do Ignaczaków, otwórz.
Pit podszedł do drzwi, i je otworzył, za nich wbiegł zdyszany Igła i Iwonka z dziećmi.
-Gdzie jest Blanka ?
-Tu jestem
-Boze chodź szybko jedziemy, Pit co tu taki spokojny ja wiem ż ety tak masz no ale to w końcu poród.
-Poród jaki poród.
-Kurwa twoja żona rodzi już od jakiś 10 minut.
-Blanka ?
-Mówiłam ci ale ty mnie nie słuchasz. \
I tak o to zaczęła się wszem obecna panika. Tylko ja i Iwona zachowałyśmy spokój, i jakoś po 10 minutach razem z Piotrkiem wyjechaliśmy z pod domu.
Dnia 15.05.2019 przyszedł na świat nasz najmłodszy syn Ali, cała rodzina jak zawsze od razu zakochała sie w małym . Już po 4 dniach wypuścili nas do domu, cała moja gromada za którą się tak stęskniłam zamiast do mamusi pobiegli zobaczyć braciszka, jedynie mała Melka wyciągała do mnie rączki na znak abym ją wzięła. Nie długo cieszyłam się ze ktoś o mnie pamięta bo kiedy mała ujrzała Alego zaczął się pisk szczęścia. Miesiąc później obyły się chrzciny na których przysięgłam sobie że na Alim się zakończy, na co usłyszałam śmiech szanownego pana Nowakowskiego , zobaczymy mruknęłam jedynie i wolałam się ulotnić aby nikomu przypadkiem nie wybić kilku zębów. Ej ale że co ja mam mu tylko dzieci rodzić, a kto później na kilka miesięcy z nimi zostaje co ? Byłam nieźle wkurzona, nie pierwszy raz od kąt Pit wymyślił że chce drużynę piłkarską niech się w dupę pocałuje ooooo. Po opanowaniu emocji wróciłam do sali i zabrał Alego z rąk ciotek aby go nakarmić i uspać. Kiedy siedziałam w pokoiku i lulałam małego, i Mele jednocześnie która także zrobiła się senna, przyszedł mój mąż, stanął za mną i przytulił się do moich pleców mówiąc ciche przepraszam. Odwróciłam się do niego także szepcząc powiedziałam "wybaczam" i mocno go pocałowałam. Ten jakże romaniko moment został przerwany przez płacz dziecka, Uśmiechnęłam się szeroko słysząc ciche przekleństwo Pita.
-Chciałeś to masz.
-Przecież wiesz że żartowałem, kocham was wszystkich nad życie.
-My ciebie też Kotku.
Pocałowałam go jeszcze raz, i wzięłam Alego na ręce a Piotrek zajął się Melką.
Cały miesiąc był wspaniały jedynie Piotrek się dziwnie zachowywał i miał mniej czasu niż zwykle, ale zwalał wszystko na siatkówkę i ciężkie treningi. 6 dnia czerwca w dzień naszej rocznicy kiedy się obudziłam jego nie było już w łóżku. Pamiętam ze w nocy to on wstawał do małego, i kazał mi spać jak najdłużej, a zę nie słyszałam żadnego płaczu więc spałam sobie smacznie. Ej ej wróć własnie nie słyszałam żadnego płaczu do dość dziwne z rana zwłaszcza w naszym domu. Zerwałam się szybko z łóżka, na zegarku widniała godzina 10:30, przywdziałam dresowe spodnie i wyszłam z pokoju. Na korytarzy ujrzałam porozsypywane płatki róż, więc poszłam tą ścieżką. Trafiłam do jadalni gdzie na stole widniało koszyk pełen róż, podeszłam bliżej i wyciągnęłam z niego liścik.
"Kochanie, dzisiejszy dzień jest twój, w salonie w pierwszej szafce znajdziesz wszystko co ci na dzisiaj potrzeba , masz czas do 19:00 w tedy musisz być w domu bo inaczej niespodzianka się nie uda a ja będę zły, a zły ja to wiesz, lepiej nie próbować ...
Zaśmiałam się głośno, ponieważ wiem jaki Piotrek potrafi być wkurzający kiedy jest zły, żeby on przynajmniej wybuch, albo po wyklinał kogoś, albo się wydarł ale niee on jest najspokojniejszy na świecie jest tak miły ze aż wkurzający, tak pomocny ze aż irytujący po prostu nie do życia.
O dzieci się nie martw są pod dobrą opieką, Kocham Cię i do zobaczenia wieczorem.
P.S Nie próbuj bawić się w detektywa nikt i tak nic nie powie.
Twój Piotrek"
Od razu popędziłam do salonu, z pierwszej szuflady wyciągnęłam kopertę z moim imieniem, w środku znajdowały się kupony do makijażystki, fryzjerki, manikiurzystki, do jakiegoś spa na masaż, i karta kredytowa mojego męża( będzie tego żałował ) . Zjadłam szybkie śniadanie i TAK ubrana wyruszyłam na miasto. Pierwszy był masaż aby się trochę odprężyć i przygotować na shopping. Później udałam się do manikiurzystki, moje paznokcie wyglądają TAK. Następnie popędziłam do fryzjerki i do makijażystki. Było grubo po 17 więc została mi jedynie godzina na zakupy, w szybkim tempie zwiedziłam całe centrum handlowe wynosząc z 20 toreb. Zamówiłam taxi i ruszyłam do domu, tam byłam tuż przed 19 więc zaraz za mną z taksówki wysiadła moja najlepsza przyjaciółka Marta i Jagoda. Weszłyśmy do domu po czym dziewczyny zaczęły mnie popędzać ze mamy mało czasu. Próbowałam z nich wyciągnąć co i jak ale nie dały się , zasłoniły mi delikatnie aby nie zepsuć makijażu oczy czarną przepaską i zaczęły mnie przebierać. Czułam ze mam na sobie piękną długą sukienkę i jak się okazało wyglądam w niej pięknie lecz przez najbliższe 20 minut się w niej nie zobaczę. No super. ..Po chwili dziewczyny wyprowadziły mnie z domu i wsadziły do auta, po kilku minutach drogi które dłużyły się niemiłosiernie dojechaliśmy do celu. Dziewczyny pomogły mi wysiąść z samochodu i kazały czekać na Piotrka, po kilku sekundach poczułam czyjeś ręce na biodrach.
-Cześć Kochanie . Powiedział Piotrek i namiętnie mnie pocałował
-Wyglądasz ślicznie
-Wiesz jeszcze się nie widziałam bo dziewczyny nie pozwoliły.
-Poczekaj jeszcze chwilkę.
-A tak wgl co się dzieje ?
-Nasza 6 rocznica ślubu.
-Tak wiem pamiętam, ale co ty wykombinowałeś ?
-Chodź to sama się przekonasz.
Siatkarz uważnie poprowadził mnie w bliżej nie znanym mi kierunku. Po chwili zatrzymał się i stanął za mną odwiązując przepaskę. Kiedy to uczynił przez kilak sekund nie otwierałam oczu bo zwyczajnie się bałam jednak kiedy już to uczyniłam, łza szczęścia popłynęła mi po policzku. Miałam na sobie białą suknię ślubną a przede mną stał kapłan i cała nasza rodzina. Okazało się że Piotrek jednak czasami mnie słuchał i usłyszał moje ględzenie na temat odświeżenia przysięgi małżeńskiej, jednak nie spodziewałam się takiej niespodzianki. Po ceremonii przyszedł czas na zabawę , przyznam szczerze nie uwierzyła bym gdybym nie zobaczyła że to mój własny osobisty mąż to przygotował. Kilka minut po 22:00 Piotrek kazał wszystkim wyjść na ogromny balkon, my razem z dziećmi stanęliśmy przy barierkach i czekaliśmy na niespodziankę. 10 minutowy pokaz SZTUCZNYCH OGNI dzieci oglądały z wielkim podziwem i nie schodzącym z twarzy uśmiechem, na szczęście nie odbywało się to zbyt blisko i huk nie przeszkadzał abym mogła trzymać Alego na rękach. I no i co powinnam skończyć "I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE "? Miejmy nadzieje że tak, mam zamiar cieszyć się każdą chwilą spędzoną z moją rodziną, a powiększyła się ona teraz do bardzo dużych rozmiarów więc będzie co przezywać.
.......................
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy już iść.
Tak wiem sporo czasu zajęło mi napisanie tego Epilogu, ale międzyczasie byłam na meczu w Katowicach i na wakacjach. Szkoda ze Polacy już odpadli ale "DUMNI PO ZWYCIĘSTWIE, WIERNI PO PORAŻCE". W Katowicach było Z-A-J-E-B-I-Ś-C-I-E , wgl to było jakieś szaleństwo. Każdy set, każdą przerwę, każdy punk był zapełniony przez głośny doping kibiców, nigdy nie czułam czegoś takiego ale byłam dumna i to tak cholernie że łezka się w oku kręci. Hymn nie mam słów-coś wspaniałego, Pieśń O małym Rycerzu-zaśpiewana rewelacyjnie fala Harlem Shake- bajeczka , Pan Magiera- Rozrywkowy :P Kibice- Pozytywnie Zakręceni no i Siatkarze- z wielkimi sercami. 3 razy na Tak. Dziękuje wszystkim którzy czytali moje wypociny, trochę was było, i jestem z tego dumna. Jeżeli chcecie możecie napisać jakiś komentarz, nie musi być miły po prostu chcę wiedzieć kto tu zaglądał :D Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego Bloga który zacznie się już w Czwartek. Kiss. Xoxo
Jull
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz