sobota, 20 kwietnia 2013

5.

-Piter na boisko.
-Już idę trenerze.
Cichy wstał miejsca i odszedł kilka metrów po czym odwrócił się wskazał na mnie palcem i powiedział.
-A my sobie jeszcze porozmawiamy.
Na trybunach siedziałam jeszcze z 15 minut i postanowiłam pójść do Jacka zapytać czy coś nie pomóc. Okazało się że ma kilka nie uzupełnionych kart i przydała by mu się pomoc. Skupieni aby nie popełnić żadnego błędu nagle ze strony boiska usłyszeliśmy krzyk i wiązankę przekleństw nie musiałam się odwracać aby wiedzieć kto to był. Instynktownie zerwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę leżącego Bartmana. Siatkarz trzymając się za kostkę zwijał się z bólu. Jacek szybko go uspokoił i zajął się kontuzją, oczywiście musiałam być przy całej "akcji ratunkowej" bo był to mój podopieczny. Trener zarządził krótka przerwę a ja Bartman i Jacuś pojechaliśmy do szpitala. Siedząc w poczekalni spojrzałam na komórkę z tego całego zamieszania zapomniałam o Jagodzie. Boże jak można o dziecku zapomnieć? Była 19:30 więc już dawno powinnam ją odebrać. Zaczęłam panikować i obwiniać się że przez te 2h siedzenia  nie spojrzałam na zegarek. I wtedy wpadłam na genialny pomysł, oczywiste było ze teraz nie mogę wyjść ze szpitala więc postanowiłam zadzwonić do Piotrka. Był on jedyna mi dobrze znaną osobą którą Jagoda bardzo lubiła.
-Bartman masz przy sobie telefon ?
-Tak a po co ci ?
-Dawaj mi tu szybko numer Cichego.
Zibi podał mi numer z pytaniem w oczach. Od razu zatelefonowałam po dwóch sygnałach usłyszałam głoś mężczyzny.
-Piotrek ?
-Tak a kto dzwoni?
-Blanka.
-O cześć co tam u Zibiego?
-Nie wiem dobrze znaczy się nie po to dzwoniłam mam sprawę.
-Zamieniam się w słuch. 
-Jest taka sytuacji musisz iść do tego przeczkola na przeciw hali "Słoneczko" kojarzysz ?
-Tam gdzie zaprowadzałaś Jagódkę ?
-Dokładnie no bo właśnie musisz ją  stamtąd odebrać .
-Ale że ja ?
-Nie kurde święty Antoni. Ty pacanie.
-Ale..
-Żadne ale. Jesteś na hali ?
-Tak .
-No to migiem idź po nią, ja zadzwonię do przeczkola że ją ty dzisiaj odbierzesz.
-Ale dlaczego ja /
-Ponieważ jesteś jedyną osobą którą lubi Jagoda, proszę cie Piter zrób to dla mnie. Weź ją do siebie do mieszkania a ja jak tylko wyjdę z tego szpitala przyjadę do cb i ci wszystko wyjaśnię.
-Dobrze.
-Boże nawet nie  ile to dla mnie znaczy. Jak obierzesz małą napisz mi adres gdzie mieszkasz żebym później trafiła.
-Dobrze. Ale wiedź że będę żądał wyjaśnień.
Rozłączyłam się z siatkarzem i zadzwoniłam do przeczkola informując o przyjściu Piotrka. Po kilku minutach dostałam sms od Nowakowskiego.
" Małą już odebrałem, nawet nie przejęła się tym ze to ja a nie ty"
Kończąc czytanie wiadomości usłyszałam głos lekarza, napisałam krótko.
"Dziękuję :* Napisz adres" I ruszyłam w dłuż korytarza za Jacusiem. Byłam mega wściekła, po ponad 2 h czekania w gabinecie byliśmy tylko z 10 min i to jeszcze żeby oni o tej nodze gadali ale nie bo tu kurna muszą filozofie życiowe przedstawić. Na szczęście Bartman nie ma skręconej kostki ale i tak roboty będę przy nim miała aby jakoś doszedł do siebie w ciągu trzech dni.A ja tak się bałam bo on takiego szumu narobił co podobno spowodowane szokiem było. Ja się pytam że czym ??? Zamówiłam taxi i podałam kierowcy adres który przysłał mi Piotrek. No to teraz czeka mnie przesłuchanie. Pod blokiem siatkarza byłam po ok. 20 min. Był to piękny nowoczesny budynek nie to co ta moja stara kamienica. Wjechałam windą na 4 piętro i podeszłam do drzwi numer 6. Po kilku minutach ćwiczeń wdechowych zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi Kosok bez koszulki. No można i tak.
-Blanka ?
-Yhym czy tutaj mieszka Piter ?
-No tak w pokoju powinien być.
-Mogę wejść. Umówiła się z nim.
-Proszę bardzo.
Weszłam do pomieszczenia i oniemiałam. Wymarzone mieszkanie.
-To ja nie będę przeszkadzać.
Grzesiek wskazał palcem drzwi na końcu korytarza i wszedł do jak mniemam swojego pokoju.Na paluszkach po cichutku weszłam do pomieszczenia wskazanego przez mężczyznę. Scenka jaką oglądałam była wręcz wzruszająca. Jagoda leżała na łóżku w bluzce Cichego która sięgała jej do kostek wtulona w właściciele tej właśnie koszulki. Dziewczynka była lekko opatulona kołdra i spała a siatkarz nucił jej jakąś piosenkę.Patrzyłam na nich dłuższa chwile z uśmiech nie schodził mi z ust. Po chwili chłopak odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się szeroko patrzył mi w oczy. Nie mogłam odwrócić wzroku, stałam tak jak skończona debilka i patrzyłam na siatkarza, usłyszałam że ktoś na łóżku się porusza ale nadal nie przestawałam patrzeć na Pita.
-Blanka. Dziewczynka wyskoczyła spod kołdry i wskoczyła mi na ręce co zadziałało jak kubeł zimnej wody. Szybko się ogarnęłam i  przytuliłam Jagodę.
-Owocku chodź do łóżka i śpij bo ja i Blanka musimy porozmawiać.
Dziewczynka wykonała polecenie i szybko wskoczyła pod kołdrę. Ja i Cichy wyszliśmy z pokoju.
-Owocku? zapytałam z uśmiechem.
-A no tak Owocku a ja jestem Wilka Stopa więc nie lepiej.
Usiedliśmy w kuchni, Piotrek nalał do dwóch szklanek trochę soku i usiadł przede mną.
-No to zamieniam się w słuch .
-A co byś chciał wiedzieć.
-Dlaczego wasi rodzice nie mogli odebrać Jagody ?
-Bo ich nie ma.
-Wyjechali ?
-Nie nie żyją.
Oczy Piotrka prawie wyszły z orbit na moje słowa a ja szybko wytarłam  łzę spływającą po policzku.
-Jak to się stało? Dlaczego ?
-Poczekaj poczekaj zacznę od początku.
-No chyba tak będzie najlepiej.

......................
Komentarz zbędny powiem tylko :
 Mistrz Mistrz Resovie Mistrz Mistrz Resovia <3


2 komentarze:

  1. Rozdział świetny jak zwykle :D nie mogę się doczekać kolejnego wpisu o którym możesz mnie poinformować :D
    Tymczasem zapraszam do siebie na nowy :D
    http://sercezawszewielepiej14.blogspot.com/
    http://4volleyball44.blogspot.com/
    Mam nadzieję że zostawisz po sobie jakiś znak :D
    Pozdrawiam gorąco!! :)

    OdpowiedzUsuń