wtorek, 23 kwietnia 2013

7.

Szybko się ubrałam i wyszłam z łazienki. Z jednej strony chciało mi się śmiać a z drugiej dziwnie się czułam bo w końcu Pit widział mnie w bieliźnie. Postanowiłam zachowywać się normalnie jakby nigdy nic.Weszłam do kuchni w której nikogo jeszcze nie było. Jest już 7:50 więc postanawiam zrobić jakieś śniadanko. Nastawiam wodę na herbatę i robię stos kanapek. Kilka minut po 8 do kuchni wchodzi Jagoda i siada przy stole podaje jej kilka kanapek i herbatę, następnie wchodzi Grzesiek i Piter podaje im herbaty i siadam obok małej.
-A ty nie jesz ?
-Już jadłam, a wam się nigdzie nie śpieszy ?
-Nie mamy porannego treningu bo Andrzej gdzieś pojechał. Dopiero o 17 mamy się stawić na hali.
-Ojjj jak fajnie, zupełnie zapomniałam.
-Blanka.
-Słucham cię ?
-Pamiętasz jak obiecałaś mi że pójdziemy do tego nowego domu zabaw ?
-No tak i co w związku z tym ?
-No to może pójdziemy teraz bo masz wolne.
-No właśnie Blanka ja zawsze o tym marzyłem.
Popatrzyłam z politowaniem na Piotrka i wybuchłam śmiechem.
-Skoro tak to idziemy.
Jagoda aż podskoczyła z radości a o Cichym to już wole nie wspominać.
Po śniadaniu, Grzesiek gdzieś wybył a Piotrek zdeklarował się posprzątać w kuchni za ten czas ja ubrałam Jagodę. Około godziny 9:30 wyjechaliśmy z pod bloku i pojechaliśmy pod naszą kamienice. W czasie kiedy Piotrek zwiedzał mieszkanie ja umyłam Jagodę i ją ubrałam:
Dziecko poszło do siatkarza i teraz ja postanowiłam się ogarnąć. Szybki prysznic, postawiłam na lekki makijaż i proste rozpuszczone włosy. Ubrałam się tak :
Wsiedliśmy do samochodu chłopaka i odjechaliśmy w kierunku "Ulicy Zabaw" bo tak nazywał się ten budynek. Po kilkuminutowej jeździe dotarliśmy. Wierzcie mi nie chcielibyście być na moim miejscu. Nie wiem kto był gorszy Piter czy Jagoda. W czasie kiedy oni szaleli na jakimś torze ja poszłam do małej budki z lodami. Zamówiłam sobie swoje ulubione malinowe i usiadłam na jednej z ławek. Odczytałam wiadomość od  Marty że będzie o 19:00 więc kazałam jej przyjść na hale bo zapewne będę musiała jeszcze coś zrobić i się nie wyrobię. Siedziałam tak i patrzyłam na tą dwójkę i stwierdzam szczerze że dawno tak szczęśliwej Jagody nie widziałam co oznacza że będę musiała częściej Piotrka na takie wypady zapraszać.
-O czym myślisz ?
Aż podskoczyłam słysząc głos mężczyzny który usiadł koło mnie z  lodem.
-O tym że będę musiała cie częściej na takie wypady zabierać bo Jagoda cie wręcz uwielbia.
-Z wielką chęcią. Jaki masz smak ?
-Malinowy. A ty ?
-Czekoladowy.
Popatrzyliśmy się na siebie i równocześnie powiedzieliśmy.
-Wymiana  , i zmieniliśmy się lodami.
-Skąd ty ?
-Z przyjaciółką zawsze tak robiłyśmy. A ty ?
-A ja z moim kolegą.
Pokręciłam z niedowierzaniem głowa jak dużo mamy wspólnego i spróbowałam czekoladowego smakołyka.Po chwili znów się zamieniliśmy i już dokończyliśmy swój deser. Około godziny 16 zaczęliśmy się zbierać co zeszło nam 30 minut bo Piotrek nie mógł przeżyć ze przegrał 10 latkiem w jakąś grę na kulki czy coś wolałam nie pytać bo siatkarz był nieźle wkurzony. Co plac zabaw robi z ludźmi. Po drodze Cichy wziął z mieszkania torbę treningową , i zatrzymaliśmy się pod halą. Obydwoje odprowadziliśmy Jagodę do "Słoneczka" i punkt 17 byliśmy na sali. Oczywiście nie obyło się bez insynuacji ale zajęłam się pracą i wolałam tego nie komentować. Przez połowę treningu pracowałam nad kostką Bartmana, niestety zgodnie z Jacusiem stwierdziliśmy ze nie będziemy mógł jutro zagrać. Akurat miałam się zająć barkiem Pita kiedy dostałam wiadomość od Marty że jest już pod halą. Przeprosiłam siatkarza i powiedziałam ze zaraz wracam,    kiedy w końcu oderwałyśmy się od siebie no co ? w końcu dawno się nie widziałyśmy dałam jej klucze do mieszkania podałam adres i nakazałam pójść po Jagodę. W sumie dobrze sie złożyło bo gdyby nie Marta to nie wiem co zrobiłabym z małą bo przecież zawsze miałam odbierać ją o określonej godzinie tak jak umówiłam się z opiekunką. Dziewczynka mogła zostać dłużej w przeczkola ale nie chciałam żeby pomyślała że o niej zapomniałam ani żeby spędzała tam cały dzień.Już wcześniej poinformowałam przecz kolankę że odbierze ja dzisiaj ktoś inny więc spokojna wróciłam do sali. Szybko zajęłam się barkiem Pita i po 40 min był cały  zdrowy. Podwiózł mnie pod dom a kiedy już chciałam wysiadać dał buziaka w policzek. Niby nic a cieszy.

.......................
Sorksss że wczoraj nie dodałam ale jestem mega chora jak widać po tym rozdziale który jest straszny.
Zastanawiam się czy przez najbliższe dwa dni będę publikować bo po prostu zwala mnie z nóg. Obiecuje ze jak w miarę się będę czuć dodam coś. Miłego czytania 
Jull xoxo








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz